Ostatnio w mediach głośno mówi się o ograniczeniu możliwości wystąpień publicznych nałożonym na księdza Adama Bonieckiego. Jeżeli jeszcze o tym nie słyszeliście, przed lekturą poniższych refleksji zapoznajcie się z krótkim oświadczeniem dostępnym na stronie polskich marianów – ono wyjaśnia, w czym rzecz.
A teraz kilka przemyśleń związanych z całą sprawą:
1. Ksiądz Boniecki przez wiele lat był redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego" oraz niejednokrotnie wypowiadał się w mediach. Jest zatem postacią publiczną i dlatego – moim zdaniem – prowincjał marianów powinien (był) ogłosić powody swej decyzji. Powinien (był) tak uczynić nie tylko ze względu na samego księdza Bonieckiego, ale przede wszystkim przez szacunek dla bardzo wielu osób, które ceniły sobie jego obecność w przestrzeni medialnej. Kiedy w grę wchodzi postać publiczna, nie należy się zasłaniać "autonomią życia zakonnego". Domyślam się, że niepodawanie wspomnianych informacji mogło być próbą uniknięcia zbytniego rozgłosu, ale wrzawa medialna ostatnich dni pokazuje, że jest to próba nieudana.
2. Bez wiadomości, o których wspomniałem wyżej, nie mogę sformułować pełnej, rzetelnej oceny decyzji prowincjała marianów. Równocześnie czuję, że decyzja ta dotyczy mnie osobiście, gdyż utrudnia mi zapoznawanie się z wypowiedziami ks. Adama Bonieckiego (które uważam za ważne i mądre). Nie widzę powodu do utrzymywania takiego stanu rzeczy – nie mówimy o informacjach, które mogłyby np. narazić na szwank bezpieczeństwo państwa. Jestem zaniepokojony okolicznościami wspomnianej decyzji jako obywatel, jako członek Kościoła łacińskiego w Polsce (cierpiącego niestety na brak jawności, na przykład w sferze finansowej), ale też jako osoba prywatna.
3. Ograniczenie, o którym mówimy, nie jest jednak kneblowaniem ani cenzurą, jak piszą niektórzy. Przełożony księdza Bonieckiego miał prawo do odebrania mu możliwości wypowiedzi publicznych poza "Tygodnikiem Powszechnym", a sam zainteresowany już dawno temu na to przystał, składając śluby zakonne. Przykro mi z powodu tak ostrych wypowiedzi i chciałbym, aby były bardziej wyważone. Z tego samego powodu protestuję przeciw próbom uznania decyzji prowincjała marianów za przykład totalitaryzmu w Kościele łacińskim. Nawet pobieżna lektura klasycznego (1956 rok) tekstu Brzezińskiego i Friedricha pokaże, że takie użycie słowa "totalitaryzm" jest nieuprawnione. Żałuję, iż w tak wielu rozmowach toczących się w polskiej przestrzeni publicznej dyskutanci pozwalają sobie na tego rodzaju retorykę.
4. Sceptycznie podchodzę do małych dyskusji i dużych akcji (czy to internetowych, czy prasowych), których organizatorzy i uczestnicy nie uwzględniają zagadnień poruszonych wyżej, a wyrażają bardzo stanowcze i jasne opinie. Mamy do czynienia ze skomplikowanym problemem, a sprawy nie ułatwia to, iż wielu z nas ma klarowny stosunek emocjonalny do treści ostatnich wypowiedzi medialnych księdza Bonieckiego – czy to aprobatywny, czy krytyczny. W grę wchodzą rozmaite mechanizmy psychologiczne, takie jak mimowolne skupianie się na mocnych argumentach wspierających nasze stanowisko oraz marnych racjach drugiej strony, przy równoczesnym pomijaniu pozostałej argumentacji ("słabej wspierającej" i "mocnej przeciwnej").
5. Pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że ten wpis zachęci Was do traktowania dyskusji i akcji dotyczących księdza Bonieckiego z dodatkową dozą dystansu i wątpliwości – zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś będzie z pełnym przekonaniem proponował "oczywiste" rozwiązanie.
Ćwicz jogę z Star Wars
3 godz. temu
0 komentarze:
Prześlij komentarz