Chwila nadejszła. Ale nie na przenosiny na Operę i z powrotem, tylko na porządną reaktywację tego bloga. Zdałem sobie w końcu sprawę (decydujący okazał się mail Ewy), że warto pisać, co się u mnie dzieje – bo przynajmniej kilkoro ważnych dla mnie ludzi cały czas to interesuje.
Jak to zrobię? Czasu nagle nie przybędzie (chociaż, paradoksalnie, będę go miał nieco więcej niż w wakacje), zatem najlepszym rozwiązaniem wydają się krótkie notki. (a w każdym razie krótsze niż ta) Czasem niedopracowane stylistycznie, nieraz zapewne pozostawiające w niedosycie, ale za to możliwie częste. Chciałbym przynajmniej w ten sposób utrzymywać z Wami jakiś kontakt.
Kilka słów o wakacjach: długo, długo ich nie było. Zaangażowałem się w pracę redaktorską, która pochłonęła znacznie więcej czasu i sił, niżem się spodziewał. Prawie każdy z moich lipcowych dni,, a i niejeden sierpniowy (do dzisiaj ciągnie się za mną ogon tej pracy), był w większości zajęty pisaniem, poprawianiem, odejmowaniem i dodawaniem. Bez wolnych wieczorów, bez dłuższej przerwy. Niezdrowe. Wziąłem na siebie za dużo, zwłaszcza gdy jeszcze uwzględnić dwa egzaminy i rozmaite prace zaliczeniowe. (Na szczęście udało mi się je wszystkie oddać w terminie, wnioski o stypendia złożone, teraz czekam już tylko na wyniki).
Szczerze liczę, że to ostatnia taka historia... A z drugiej strony pracować będzie trzeba w przyszłości raczej więcej niż mniej (choć może w tym roku, jeśli ze stypendiami się powiedzie, będę mógł ten wysiłek ograniczyć). Poza tym nie wiem, ile dokładnie czasu zajmie moja magisterka – a nauczyłem się już (oprócz paru innych przydatnych życiowo rzeczy), że to jak ze skomplikowaną operacją chirurgiczną: dopiero kiedy już natniesz to i owo, okazuje się, co tak naprawdę czaiło się pod powierzchnią. (Przenośnię zaczerpnąłem od swego letniego pracodawcy).
Niektóre plany na względnie bliską przyszłość (w kolejności losowej):
– codziennie odmawiać przynajmniej jedną modlitwę z brewiarza (katolikom polecam – dobra rzecz);
– nie przyjeżdżać do domu jedynie po to, by się uczyć lub pracować;
– rozwijać więzi fandomowe i nie tylko (to zaskakujące, jak niedużo czasem potrzeba do ważnej rozmowy – pozdrowienia dla Arka!);
– napisać dobrą magisterkę;
– załatwić Erasmusa w Finlandii na rok 2011/2012 (w Tampere są całkiem sensowni badacze wiadomo-czego, i nie mówię tu o Kaczmarskim) , kiedy to będę kończył MISH (ha, to będzie już siódmy rok moich studiów);
– podobnie z MOST-em (krajową wymianą studencką) w Krakowie, a może w Warszawie, w roku 2010/2011;
– żyć;
– częściej bywać w Krakowie (bo we Wrocławiu będę bywał na pewno);
– w końcu napisać jakieś teksty o RPG (zapewne w październiku pojawi się coś na Polterze);
– wcześniej chodzić spać, trochę wcześniej wstawać (uczciwie sobie powiedziałem, że wieczorem moja aktywność i sprawność znacząco spadają);
– napisać na temat gier fabularnych coś po angielsku (wstępnie wybieram się na kwietniowy konwent-konferencję w Sztokholmie);
– ograniczyć ćwiczenie myślenia abstrakcyjnego i logicznego, trenować myślenie narracyjne i wyobraźnię;
– więcej czytać, więcej pisać, więcej prowadzić;
– zapisywać (tu lub w notatniku) najważniejsze doświadczenia – ku pamięci!
Dużo. Trzymajcie kciuki.
PS. Przy okazji dziękuję Borysowi za zwrócenie uwagi na możliwość justowania wpisów: dziękuję, Borysie!
Jak to zrobię? Czasu nagle nie przybędzie (chociaż, paradoksalnie, będę go miał nieco więcej niż w wakacje), zatem najlepszym rozwiązaniem wydają się krótkie notki. (a w każdym razie krótsze niż ta) Czasem niedopracowane stylistycznie, nieraz zapewne pozostawiające w niedosycie, ale za to możliwie częste. Chciałbym przynajmniej w ten sposób utrzymywać z Wami jakiś kontakt.
Kilka słów o wakacjach: długo, długo ich nie było. Zaangażowałem się w pracę redaktorską, która pochłonęła znacznie więcej czasu i sił, niżem się spodziewał. Prawie każdy z moich lipcowych dni,, a i niejeden sierpniowy (do dzisiaj ciągnie się za mną ogon tej pracy), był w większości zajęty pisaniem, poprawianiem, odejmowaniem i dodawaniem. Bez wolnych wieczorów, bez dłuższej przerwy. Niezdrowe. Wziąłem na siebie za dużo, zwłaszcza gdy jeszcze uwzględnić dwa egzaminy i rozmaite prace zaliczeniowe. (Na szczęście udało mi się je wszystkie oddać w terminie, wnioski o stypendia złożone, teraz czekam już tylko na wyniki).
Szczerze liczę, że to ostatnia taka historia... A z drugiej strony pracować będzie trzeba w przyszłości raczej więcej niż mniej (choć może w tym roku, jeśli ze stypendiami się powiedzie, będę mógł ten wysiłek ograniczyć). Poza tym nie wiem, ile dokładnie czasu zajmie moja magisterka – a nauczyłem się już (oprócz paru innych przydatnych życiowo rzeczy), że to jak ze skomplikowaną operacją chirurgiczną: dopiero kiedy już natniesz to i owo, okazuje się, co tak naprawdę czaiło się pod powierzchnią. (Przenośnię zaczerpnąłem od swego letniego pracodawcy).
Niektóre plany na względnie bliską przyszłość (w kolejności losowej):
– codziennie odmawiać przynajmniej jedną modlitwę z brewiarza (katolikom polecam – dobra rzecz);
– nie przyjeżdżać do domu jedynie po to, by się uczyć lub pracować;
– rozwijać więzi fandomowe i nie tylko (to zaskakujące, jak niedużo czasem potrzeba do ważnej rozmowy – pozdrowienia dla Arka!);
– napisać dobrą magisterkę;
– załatwić Erasmusa w Finlandii na rok 2011/2012 (w Tampere są całkiem sensowni badacze wiadomo-czego, i nie mówię tu o Kaczmarskim) , kiedy to będę kończył MISH (ha, to będzie już siódmy rok moich studiów);
– podobnie z MOST-em (krajową wymianą studencką) w Krakowie, a może w Warszawie, w roku 2010/2011;
– żyć;
– częściej bywać w Krakowie (bo we Wrocławiu będę bywał na pewno);
– w końcu napisać jakieś teksty o RPG (zapewne w październiku pojawi się coś na Polterze);
– wcześniej chodzić spać, trochę wcześniej wstawać (uczciwie sobie powiedziałem, że wieczorem moja aktywność i sprawność znacząco spadają);
– napisać na temat gier fabularnych coś po angielsku (wstępnie wybieram się na kwietniowy konwent-konferencję w Sztokholmie);
– ograniczyć ćwiczenie myślenia abstrakcyjnego i logicznego, trenować myślenie narracyjne i wyobraźnię;
– więcej czytać, więcej pisać, więcej prowadzić;
– zapisywać (tu lub w notatniku) najważniejsze doświadczenia – ku pamięci!
Dużo. Trzymajcie kciuki.
PS. Przy okazji dziękuję Borysowi za zwrócenie uwagi na możliwość justowania wpisów: dziękuję, Borysie!
8 komentarze:
Nie ma za co. :)
I przeczytaj wreszcię "Historię twojego życia" Chianga. Jeżeli nie będzie Ci się podobało, zwracam czas zainwestowany w lekture. :P
Dzięki za rychłe komentarze! "Niepoliczalion" to świetne słowo, bedę go używał. (A może Google to po polsku "Niepoliczajka"?).
Co do Chianga, to kiedyś w bibliotece nie dało się go zamówić (przez dwa lata czekał "w przygotowaniu"), a w tej chwili nie da się nawet sprawdzić, bo katalog się zepsuł. Sprawdzę przy okazji, dzięki za przypomnienie. Ewentualnie przeczytam w empiku...
Zawsze możesz jeszcze wybrać mikroblogowanie, jeśli chcesz używać bloga tylko do informowania znajomych, co u Ciebie - i forma krótsza, i przystępniejsze, niż elaboraty ;)
A cóż to jest mikroblogowanie...?
SStefania pewnie miała na myśli "ćwierkanie", czyli Twitter ;)
jeśli z tą Finlandią wypali oferuję przewodnik, słownik polsko-fiński i kurs j.fińskiego. moja siostra była na Erasmusie w Joensuu
pzdr :)
Ewa
Aha, jeśli tak, to Twittera sobie odpuszczę – przynajmniej na razie. Zbyt mała skala. :-)
Z Finlandią – wspaniale! Dziękuję bardzo, na pewno się zgłoszę, jeżeli faktycznie wypali. A czy mogłabyś napisać w dwu słowach, jak Twoja siostra ocenia wyjazd?
Chodzi mi głównie o:
1. możliwości naukowe (poziom pracowników, poziom studentów, biblioteki);
2. możliwości geograficzne (temperatura, pogoda, słońce i jego brak, fińska przyroda);
3. możliwości transportowe (przeglądałem wczoraj linie Ryanair i Wizzair i z pewną przykrością skonstatowałem, że nie ma tanich lotów między Polską a Finlandią, więc w tej chwili najbardziej się opłaca latać przez Londyn. Aczkolwiek przez dwa lata wiele się może zmienić, mogą powstać nowe połączenia itd.).
A może jeśli będę kiedyś w Toruniu, to uda mi się wyciągnąć Twoją siostrę na rozmowę? Choć tę kwestię akurat pewnie lepiej roztrząsnąć mailowo. :-)
Super, witamy z powrotem, czekamy na wpisy. :)
Niekoniecznie o Twitterze myślałam, ja np. używam Blipa - mam tę wygodę, że mogę wysłać wiadomość z komórki, gdy np. siedzę w tramwaju (ta, na Twittera też podobno można, ale stwierdził, że mam brytyjski numer :/)
Ale fajnie, że będziesz pisał, tak w ogóle, będę mieć sztuczny tłok w czytniku RSS :3
Prześlij komentarz