piątek, kwiecień 24, 2009

"Katedra"

[Poniższy tekst umieściłem również na blogu w serwisie Poltergeist, w identycznej postaci. Kopiuję go tutaj, ponieważ przypuszczam, że znajdzie się kilka osób, które czytają tego bloga, ale tamtego niekoniecznie].

W tym semestrze biorę udział w zajęciach z fantastyki literackiej na ekranie, prowadzonych przez dr. Jacka Nowakowskiego. W ich ramach dyskutowaliśmy m.in. o "Solaris" Lema i "Katedrze" Dukaja. Tę ostatnią przeczytałem dzisiaj i postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami. Niektóre z nich są moje, inne pochodzą z zajęć.

– Niezwykły jest sposób, w jaki Dukaj pisze o Katedrze. Już w pierwszym akapicie bezpośrednio porównuje ją do ptaka. Potem w opisach "budowli" (właśnie, jakich słów użyć, każde kłamie, także "Katedra" to bynajmniej nie neutralne sformułowanie) padają takie wyrazy, jak "żebra", "kręgosłup", "szkielet". Animizacja. "Katedra zmienia się z kamienia w zwierzę. Nie oddech, ale coś jednak porusza nią, istnieje rytm – wielogodzinny, skomplikowany rytm – w którym żebra nawy głównej unoszą się i opadają, szpony wież zaciskają się na próżni, falangi kostnych grzebieni stroszą się i kładą ku krzyżowi, a krzyż, krzyż jest coraz większy". Literatura dostarcza wielu przykładów takich metafor: opisywania jednej rzeczy w kategoriach drugiej. Zarazem to znakomity materiał dla mistrzów gry – przypomniał mi i na nowo uświadomił, jak ważną rolę mogą odegrać przenośnie w erpegowej narracji.

– I Dukaj, i Lem pisali o Niepoznawalnym, o innej istocie, z którą człowiek się kontaktuje i którą próbuje poznać. Nie poznaje jej wprawdzie, ale w toku tego kontaktu na nowo doświadcza siebie. (Katedra wielokrotnie opisywana jest jako coś, co żyje; zbudowana zresztą z żywokrystu, zmienia swój kształt z biegiem czasu. Podobnie Ocean).

– Obejrzałem również film Bagińskiego. Luźno inspirowany opowiadaniem, skupiony wyłącznie na jednej scenie, traci wiele z kontekstu religijnego, metafizycznego, technologicznego. Jest jednak piękny, a jak napisali obaj twórcy w przedmowie do wspólnego książkowego wydania "Katedry": "Gdy filmowa realizacja Katedry zdobywa uznanie i rozgłos światowy, warto zapomniec, że w istocie cały ów proces napędzany był mocą tej samej nierozumnej, radosnej, dziecinnej fascynacji, która sprawia, że wieczorami, nocami, z wysuniętym językiem i wypiekami na policzkach ślęczymy nad naszymi wariackimi projektami – nie ma znaczenia: przy sztaludze, nad rękopisem, przy komputerze [...] – bo jest zbyt piękne, bo złapało za serce i umysł, bo nie sposób się oprzeć.
Nawet jeśli przyjdzie zapłacić cenę najwyższą, gdy okrutna fascynacja rzeczywiście pochłonie i skonsumuje człowieka bez reszty". Bardzo cenna perspektywa interpretacyjna.

– Uprzytomniłem sobie przy okazji, jak wielkie mam braki w lekturze fantastyki. Pozostaje wierzyć, że znajdę czas, aby stopniowo poznawać najpierw jej klasykę, a następnie może i rzadsze dzieła – uzbrojony w różne narzędzia historyczno- i teoretycznoliterackie. Bardzo możliwe, że to będzie jeden z moich planów na przyszły rok akademicki. Tym bardziej że szykuje się szansa kontaktu z osobą zajmującą się badawczo właśnie tą problematyką... Ale zobaczymy.

– I na koniec jeden drobny szczegół, który mnie niezwykle ujął. Otóż narrator opowiadania, Lavone, w pewnej chwili mówi tak. "O samym żywokryście wiem wystarczająco dużo, by móc przejrzeć te księgi bez uczucia, iż walę głowa w mur ezoteryki hi-tech. Co prawda nigdy do końca nie pojąłem teorii jego programowania [...]. Praktykę jednak znam, kiedyś nawet sam siałem. Była to [...] mała altanka nad jeziorem u dziadków na Hoolstalonie. [...] Już wtedy nurtowała mnie założona nieprecyzyjność owego procesu: nie miało znaczenia, czy posieję te ziarna dokładnie wzdłuz linii, czy rozsypię szeroką wstęgą; nie miało to znaczenia, gdzie które z nich upadnie" (podkr. moje).

A teraz przypowieść o siewcy (Łk 8, 5–8a):

"«Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci. Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je. Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny»".

Dukaj nie rozwija tego wątku, ale Lavone jest księdzem. W jego ustach opowieść o sianiu żywokrystu nabiera ciekawych znaczeń. I jeszcze bardziej wzmacnia religijny kontekst opowieści o Katedrze. Chyba właśnie na niego zwrócę uwagę w dalszych lekturach Dukajowej prozy.

14 komentarze:

Borys pisze...

My, związkowcy, sygnatariusze Porozumień Blogowych, stanowczo domagamy się większej ilości merytorycznych postów, takich jak ten. :)


"Zarazem to znakomity materiał dla mistrzów gry – przypomniał mi i na nowo uświadomił, jak ważną rolę mogą odegrać przenośnie w erpegowej narracji."

Ale to jest tylko taka luźna uwaga, prawda? Bo komu jak komu, ale Tobie nie trzeba przecież mówić, :) jak ważną rolę przenośnie odgrywają w _rozmaitych_ sytuacjach, tak kulturowych jak i codziennych.


"Obejrzałem również film Bagińskiego."

Zastanawiam się, czy jest sens oglądać film Bagińskiego nie znając pierwowzoru. W oderwaniu od opowiadania dzieło Bagińskiego to "tylko" pokaz możliwości animacyjnych.


"I na koniec jeden drobny szczegół, który mnie niezwykle ujął."

Ciekawe spostrzeżenie, ja podczas lektury nie przypisywałem żywokrystowi podobnego znaczenia, ale wydaje się, że masz rację. :)


"Chyba właśnie na niego zwrócę uwagę w dalszych lekturach Dukajowej prozy."

Hm, wszystkie opowiadania ze zbioru "W kraju niewiernych" są przesycone religijnym duchem (jak sugeruje tytuł). Nadal zalecam Ci przeczytanie ASAP "Ziemi Chrystusa", "Medjugorje" i "In Partibus Indfidelium". :)

Postaraj się też przeczytać opowiadanie "Gwiazda" Arthura C. Clarke'a ("Star" albo "The Star", nie pamiętam), jednego z lepszych opowiadań tego autora (chociaż on miał dużo dobrych :)). "Gwiazda" to wzruszająca interpretacja jednego z podań biblijnych... ale nie napiszę którego, żeby nie spojlować -- w opowiadaniu wszystko sprowadza się bowiem do niesamowitej, zaskakującej puenty.

Borejko pisze...

"Zarazem to znakomity materiał dla mistrzów gry – przypomniał mi i na nowo uświadomił, jak ważną rolę mogą odegrać przenośnie w erpegowej narracji."I właśnie w tym tkwi sekret Twojego tekstu "Tak, ale..." to "ale" to właśnie m.in. to że nie powstają przygody/ gry/ settingi oparte na Dukaju, Lemie, czy nawet Le Guin.
RPG to rozrywka niższych lotów, przytoczone kiedyś (przez Ciebie chyba in prv dyskusji) Promethean i stereotypy mitów przemycane w grach są wyjątkami i spłycane. Zresztą dzisiaj na blog wklejałem cytat z Greame Davis (autora WFRP) o Wampirze, który też niejako mówi o pewnym micie

"Wydaje mi się jednak, że nie wykorzystano potencjału, jaki ma w sobie atrakcyjny temat gry (wolałbym, by skupiła się ona na straszliwych wyborach i niszczących duszę dylematach egzystencji wampira). Niestety gra stała się bardziej lakierowanym filmem o punkowampirach, podobnym do "The Hunger" i "Near Dark". Oferuje teraz proste odpowiedzi i ignoruje niepokojące aspekty życia wampirów."

Staszek pisze...

@Borys

Luźna uwaga, istotnie – dlatego napisałem "NA NOWO uświadomił". ;-)

Po raz pierwszy oglądałem film Bagińskiego, nie znając jeszcze literackiego oryginału. I rzeczywiście wydał mi się wtedy świetny technicznie, ale nic ponadto. Teraz zauważyłem przynajmniej jeden element, który zmusza do zastanowienia; gdy postać w filmie wciela się w Katedrę, tryska z niej krew. Na fotosach w czytanym przeze mnie wydaniu bardzo dobrze to widać. Ta krew mnie niepokoi i skłania do traktowania Katedry (przynajmniej filmowej) raczej w kategoriach demonicznych niż, ja wiem, soteriologicznych (dotyczących zbawienia).

Dzięki za polecanki!


@Borejko

Odpowiem tak, jak Szeja za Lemem. 95% dóbr i praktyk kulturowych to odtwórczy śmietnik estetyczny. Ale nadal można twórczo skorzystać z tych brakujących 5%. Trzeba przede wszystkim chcieć i znaleźć ludzi, którzy także chcą. Czy to lepsze niż "po prostu rozrywka"? Nie wiem, ale sam będę próbował. Wszystkie te rozważania ogólnokulturowe, którymi się zajmowałem w ostatnich miesiącach, autentycznie wpłynęły na moje podejście do RPG. Teraz jeszcze kwestia znalezienia ludzi, którzy myślą tak samo. :)

Staszek pisze...

...natomiast oczywiście nie zaniedbuję aspektu przyjemności (i czasami grywam tylko z nastawieniem na zabawę, zwłaszcza że czasu na kombinacje artystyczne nie za dużo). Skoro jednak przyjemna może być lektura "ambitnej" książki, to czemu i "ambitnej" gry nie można by z przyjemnością ożenić?

Borejko pisze...

Ależ zupełnie się z Tobą zgadzam z tymi 95% - temu też grywam w swoim gronie bo wiem czego się spodziewam i wolę jedną sesję na 3 tygodnie niż 365 w roku jak co poniektórzy.
Ale tu jeszcze rzecz sięga głębiej, bo tak naprawdę nie mamy odpowiednich narzędzi w grach, które stymulowałyby do głębszej rozrywki. Takie Człowieczeństwo w WoDach i archetypy mitów były dobrym krokiem w tym kierunku, ale jak wspomniał Davis zrobiło się to plastikowe i gothicpunkowe.

I z dalszą częścią postu również się zgadzam. Na weekend umówiłem sie na CP2020 i wiem że będziemy się strzelać, gonić i wysadzać nawzajem, a nie będziemy starali rozkminić Iliady.
PS. Odnosnie e-maila: P.Siudę też czytuję.

Nie jestem pewien pisze...

Staszku czy wiesz, że Tarkowski też zekranizował Solaris?

Skoro już przy Tarkowskim. Nakręciło on też film pt. "Stalker". W tymże filmie chodzi o to, że grupka ludzi podróżuje po jakimś tam opuszczonym terenie, na środku którego znajduje się miejsce, w którym spełnić się mają ludzkie pragnienia. Pod jednym warunkiem. Musisz je sformułować. Przez większość czasu bohaterowie prowadzą filozoficzno-religijne dyskusje o tym co zrobią w TYM miejscu. Co się naprawdę tam stanie...

Obejrzyj film. (Kiedy oglądamy?) A komentarz tak a propos szukania Nienazwanego i odkrywania siebie.

Borys pisze...

Dla porządku dodam, że "Stalker" jest na podstawie (mini)powieści Strugackich pt. "Piknik na skraju drogi".

Staszek pisze...

@Borejko

"Ale tu jeszcze rzecz sięga głębiej, bo tak naprawdę nie mamy odpowiednich narzędzi w grach, które stymulowałyby do głębszej rozrywki. Takie Człowieczeństwo w WoDach i archetypy mitów były dobrym krokiem w tym kierunku, ale jak wspomniał Davis zrobiło się to plastikowe i gothicpunkowe".

Wydaje mi się, że naprawdę dużo zależy od tego, jak i z kim grasz.

Hmm, może dwa luźne przykłady.

Znajomy pisał mi niedawno, że nieraz zdarzało mu się z kolegami długo dyskutować po sesji na temat trudnych wyborów moralnych, których dokonywały postacie.

Ja sam odgrywałem już swego rodzaju nawrócenie postaci. Głupotą byłoby twierdzić, że zmieniło to moje życie. Ale to dobre wspomnienie, czasem do niego wracam. Chciałem w taki sposób zagrać, MG mi to umożliwił.

IMHO np. nowy Changeling może stymulować do "głębszej" rozrywki. Kwestia podejścia – oraz pewnej ostrożności, tak aby nie przesadzić.

Jeszcze jeden przykład. Czytam sobie "Sword in the Storm" Gemmella. Tam jest taka scena, że jeden z bohaterów (bardzo silny) zanosi na rękach do jeziora innego chłopca, kalekiego, i tam uczy go pływać. Pewnego dnia spotykają innych chłopaków. Riamfada (ten ze zniszczonymi nogami) jest przekonany, że będą z niego szydzić... Ale nie. Nie. Oni podchodzą do tego zwyczajnie, po ludzku. I potem sami pomagają chłopakowi w pływaniu. Niemożliwe? Możliwe. Czytając to, poczułem naprawdę ciepło w sercu. Niemożliwe w erpegu? Możliwe! :-)

Staszek pisze...

@Borys, Nie Jestem Pewien

Niewiele mogę dodać, dzięki za komentarze!

(ten brak edycji postów na Bloggerze zabija).

Borejko pisze...

Sam sobie odpowiedziałeś Staszku (heh)

---> Niemożliwe w erpegu? Możliwe! :-)

----> Wydaje mi się, że naprawdę dużo zależy od tego, jak i z kim grasz.

Staszek pisze...

Czyli rozumiem, że doszliśmy do jako takiego konsensusu. ;-)

Staszek pisze...

"Myślę, że może Cię zainteresować konferencja naukowa Ars Electronica, info o której przesyłam :)

Ogólnopolska konferencja studencko – doktorancka
„Ars Electronica. Strategie oporu w nowych mediach”

Kraków, 28 – 29 maj 2009r.".


Myślę, że tyle wystarczy – kto będzie chciał, poszuka. Skasowałem więc Twój wpis. Na przyszłość proszę o niezamieszczanie reklam w komentarzach bez wcześniejszego uzgodnienia ze mną.

Staszek pisze...

A, i jeszcze dane kontaktowe konferencji (skądinąd rzeczywiście ciekawej, choć chyba do Krakowa o tej porze się nie wybiorę).


WWW: medioznawcy.filmoznawcy.pl
Facebook: Ars Electronica
MAIL: konferencja.ars.electronica@gmail.com

evo morales pisze...

czytałem solaris dawno, a dukaja jeszcze nie, i nie spieszy mi się, a katedrę oglądałem raczej nie w kontekście literatury, tylko komputerowych animacji z różnych gier komputerowych tamtych lat. no i byłem trochę zawiedziony, w moim odbiorze trochę proporcja między patosem, efekciarstwem a mądrą treścią wypadała niekorzystnie. jakoś w tamtym czasie widziałem starą polską animację, która zrobiła na mnie odrobinę większe wrażenie, a jest podobna:

http://www.youtube.com/watch?v=syTEWO22DZ4